|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi o kuchni
Forum obowiązkowe
Zaprzyjaźnione nie-kulinarne blogi
|
piątek, 21 marca 2008
Mazurek pomarańczowy
Żałuję, ale u nas w rodzinie mało jest tradycji kulinarnych. Mama zawsze starała się, żeby było inaczej, coś nowego...w efekcie dania się nie powtarzały, a przynajmniej nie na te same okazje. Po stronie rodziny Męża jest inaczej, i tak np. zawsze (naprawdę zawsze od kilkudziesięciu lat, bo to już tradycja, którą kultywowała obecnie 90-letnia babcia) we Wszystkich Świętych jest pieczeń wołowa z kapustą z grochem, a w Boże Narodzenie na obiad nadziewany indyk. Prawdę mówiąc, tego indyka to ja nawet nie lubię, bo jest z owocami, a mnie słodkie mięsa nie wchodzą, ale lubię tradycję. Wraz z wiekiem staję się coraz bardziej przywiązana do takich drobiazgów, które tworzą coś takiego, od czego robi się jakoś bardziej spójnie w rodzinie, coś co przechodzi z pokolenia na pokolenie. Takie błahe - kawał mięsa i kapusta. Swoją drogą, będę musiała podpytać o recepturę tego specjału, bo pewnie kiedyś ja będę to robić w swojej kuchni. Ze strony mojej rodziny nie mogę sobie przypomnieć, żeby było coś takiego-co jest zawsze z określonej okazji i tak od wielu wielu lat. Bardzo maleńką "tradycyjką", bo młodą jest robiony prez mnie mazurek pomarańczowy. Przepis znalazłam w książce kucharskiej jeszcze w liceum. Pamiętam, że Mama podchodziła sceptycznie do tego, bo jakoś nigdy u nas nie było wielkanocnych mazurków. Babki tak, makowce i owszem, ale mazurków nie. Zrobiłam raz i od tego czasu robię co roku. Nie zrobiłam raz, jeden jedyny, parę lat temu i rozczarowanie w rodzinie było solidne. I mimo, że oprócz tego mazura na święta nigdy nie robię nic (jeżdżę na gotowe), to zawsze jest on gwiazdą na stole. I mój Tata pytający: a mazurek będzie? Będzie, będzie. A jakże :) ![]() ![]() Produkty na ciasto: 2 szklanki mąki krupczatki 2/3 kostki margaryny 1 szklanka cukru pudru 2 żółtka ewentualnie (gdyby ciasto było za gęste) 2-3 łyżki śmietany na górę: 2 galaretki migdały orzechy rodzynki pomarańcze mandarynki Produkty na ciasto zagniatam, rozwałkowuję i cienki prostokąt przekładam na blaszkę (papier posmarowany margaryną) - to jest najtrudniejsze w całym zadaniu. Wkładam do nagrzanego piekarnika (ok.200 stopni) i piekę aż będzie kruchutkie (około 30 min). W tym czasie robię galaretkę w garnku - zawartość 2 opakowań wrzucam do ilości wody z przepisu na jedną (tak żeby była 2 razy gęstsza) - odkładam w chłodne miejsce do lekkiego stężenia. Migdały (sparzone i obrane ze skórek) i orzechy - kroję, rodzynki wrzucam do wrzątku, żeby się rozpulchniły. Upieczone i ostudzone ciasto bardzo obficie skrapiam sokiem z pomarańczy. Resztę pomarańczy dzielę na cząstki i układam na brzegach ciasta, część kroję na kawałeczki. Na całość wrzucam bakalie i pokrojone pomarańcze, zalewam galaretką (taką lekko stężoną do gęstości rzadkiej marmolady) i zostawiam na noc. Przesiąkniete aromatem pomarańczy ciasto jest boskie. Bez dwóch zdań. PS.WESOŁYCH ŚWIĄT!
sobota, 01 marca 2008
Powrót kucharki marnotrawnej ;)
Nie mam już żadnych wymówek - córeczka skończyła już pół roku, a na blogu kulinarnym żadnych nowych przepisów. Obiecuję powrót. I na pewno w ciągu najbliższych dni pojawią się tutaj nowe smakowitości. Zapraszam do swojej wirtualnej przestrzeni smakowej :) PS. Dziękuję wszystkim wytrwałym. Notabene jak weszłam w statystyki i zobaczyłam, że WCIĄŻ liczba odwiedzających dziennie mój blog nie spadła poniżej 200 - to znak, że wiernym fanom należy się mój powrót do kuchni....No to zakasam rękawy... A może mała ankieta? Co byście sobie życzyli na mój come-back? Coś mięsnego/jarskiego/zupowego...?Czekam na sugestie w pełnej kuchennej gotowości :)
piątek, 20 kwietnia 2007
Żeberka z kiszoną kapustą
Moja Mama jest wielką miłośniczką gotowania w szybkowarze,
bo jak na kobietę pracującą i gotującą przystało, chce mieć obiad szybko.
Pamiętam z dzieciństwa, że co się dało to wrzucała do szybko gotująca gara i
faktycznie, ziemniaki zamiast za 45 minut, były za 15. Z mięsem to dopiero była
szybka piłka. Ja jakoś do stosowania szybkowaru nie mogłam się przekonać, ale
ta sama Mama kupiła mi go kiedyś w prezencie. I co prawda nie wykorzystuję go
na co dzień i nie za często, ale do pewnych potraw jest absolutnie
niezastąpiony. Razem z garem dostałam od Mamy przepis na żeberka z kiszoną
kapustą. Uwielbiamy tą wersję zwłaszcza na chłodniejsze dni. Aaaa, przypomniała
mi się jeszcze zabawna historia z żeberkami żeberkami roli głównej. Jako, że
jest to danie lubiane przez nas, a bynajmniej nie należy do kontrowersyjnych,
kiedyś zrobiłam je na obiad rodzinny (plus też taki, że banalne w
przygotowaniu).Babcia mojego Męża skomentowała: kiedyś to wstyd byłby podać
żeberka, bo to najpodlejsze mięso było, a teraz proszę, co za czasy…;) Produkty:
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Tytułem wytłumczenia...
Nie zniknęłam, nie zapomniałam, ani nie olałam tego bloga... Nie piszę, bo ostatnio trochę mi nie po drodze do kuchni. Jestem w ciąży i lepiej moje smaki zostawić teraz dla mnie ;) Ale powoli wracam do normy i robię postępy ( w ogóle mogę już cokolwiek ugotować bez zwracania), tak więc pewnie niebawem coś napiszę. Smacznych Świąt tymczasem :)
wtorek, 02 stycznia 2007
Kurczakowe góry
Filety z kurczaka to najszybsze w obróbce mięso
(ryby mogą konkurować). I mimo, że ja w ogóle prawie każde mięso smażę w parę
lub co najwyżej parenaście minut to mimo wszystko kurczak jest tym najszybszym
z najszybszych. A jako że filet z kurczaka saute (bo w panierce to w ogóle nie
uznajemy) jest wybitnie mało interesującą propozycją to wymyślam wariacje na
temat kurczaka. Jedną z nich są właśnie kurczakowe góry.
Produkty:
sobota, 30 grudnia 2006
Łazanki
Łazanki to akurat takie danie, które robi się chyba w każdym polskim domu. Co więcej robiło się go dawno- proste, tanie i wtedy kiedy trzeba - było kryzysowe, bo nawet wtedy kapusta w sklepach była. Ja dzisiaj czasami mam tzw.smaka na łazanki właśnie. I mimo, że doskonale pamiętam je z dzieciństwa, to nie robię ich jak moja Mama. Robię je według receptury mojej młodszej i jeszcze na stałe niegotującej siostry. Jakoś ta wersja smakuje mi najbardziej. Za to zupełnie nie mogę przekonać się do wersji teściowej, która łazanki robi z mięsem.
Produkty:
środa, 13 grudnia 2006
Zielona zupa
Szef kuchni w ekskluzywnym pięciogwaizdkowym hotelu w Krakowie co miesiąc organizuje tematyczne spotkania kulinarne. I co najważniejsze, jesteśmy jednymi z tych, których zaprasza. To był ten fragment, w którym chwalę się znajomościami i obyciem w świecie eleganckiej kuchni ;) Faktem jest, że na tych spotkaniach przy winku i zastawionych stołach można nie tylko posmakować dobrych potraw, ale czasem coś fajnego podpatrzeć i zrobić w domu. Tak właśnie było z zupą szpinakową, którą zapożyczyłam po jednym z takich spotkań.
Produkty: Przygotowuję wywar z
jarzyn. W tym czasie w rondelku podsmażam delikatnie szpinak na maśle. Po kilku
minutach wrzucam go do bulionu. Gotuję, a potem wrzucam pokruszony chleb (nie najnormalniej
w świecie roztarty dłońmi chleb). To nie tylko zagęszcza, ale daje specyficzny
posmak. Na koniec dodaję odrobinę śmietany. PS. Przepraszam, że
ostatnio się zaniedbałam. Nawał pracy nawet mnie nie tłumaczy. Postaram się
poprawić.
poniedziałek, 20 listopada 2006
Lody
Ku rozpaczy głównie babci i teściowej, które są z
gatunku pieczących, bardzo mało jadamy słodyczy. Właściwie to, co nam
najbardziej wchodzi to czekolada, ale też w ograniczonych ilościach stosunkowo
nie często. Ale nawet tacy „niesłodyczowcy” jak my mają ochotę na lody. ![]() Tu powinien być przepis, ale go nie będzie, bo lody, podobnie jak pozostałe składniki zostały kupione gotowe, bez żadnej obróbki wylądowały na talerzu. A liczyło się tylko ułożenie – apetyczne i rozpływające się (więc trzeba szybko zjadać).
wtorek, 31 października 2006
Domowa szynka
Wędliny smakują wszystkie jednakowo, czyli jak papier toaletowy, dlatego też jestem absolutnym fanem domowego boczku mojej Mamy. Teściowa też robi pyszny, choć według trochę innej receptury (chyba). W ogóle jeśli chodzi o boczek to jestem absolutnym smakoszem. Po prostu uwielbiam, mogę jeść codziennie i wcale mi się nie nudzi. Próbowałam sama kiedyś upiec i niestety cały się spalił (choć zrobiłam, wydawało mi się, dokładnie według przepisu Rodzicielki). Ogólnie próba mocno nieudana, a jako, że słabo znoszę porażki (nawet te na kulinarnym polu) za boczek się już nie zabieram. Postanowiłam jednak być gospodynią pełną gębą i wypróbowałam przepis na zrobienie innej wędliny, zamieszczony na forum galeria potraw (przepis kota klakiera). Kupiłam kawał surowego mięsa (szynki wieprzowej) i niedowierzając, że może się udać – spróbowałam. Udało się :) Przepis jest odrobinę zmodyfikowany, jeśli ktoś potrzebuje oryginału - podałam autora. Aha, dodam, że jak przeczytałam ten przepis po raz pierwszy nie mogłam uwierzyć, że to się uda, po tak krótkim czasie gotowania…Ale jednak wyszło (smakowity efekt widać).
Produkty: kawał surowego mięcha (ja dałam szynkę wieprzową, ale może być schab, łopatka, pierś z indyka, co kto lubi) – przepis niby na 2 kg mięsa, ja zrobiłam z 1kg 2 l wody 1/3 do ½ szklanki soli przyprawy (jakie tylko komu pasują), ja dałam czosnek, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie, jałowiec
Mięso robi się 2 dni – tzn. samo się „robi”, ale potrzebuje na to czasu. Całą procedurę zaczynam wieczorem. Do zimnej wody dodaję wszystkie przyprawy, gotuję, studzę. W tym czasie przygotowuję mięso – nacieram czosnkiem i „ubieram” w specjalną siatkę do gotowania szynki (żeby to miało ładny kształt) - w tym czasie, kiedy zalewa stygnie, mięso „przegryza się” z przyprawą. Do chłodnej zalewy wkładam mięso, doprowadzam do wrzenia i gotuję 5 min! Tylko 5 min. Przykrywam garnek i zostawiam na całą noc. Rano znowu gotuję (też 5min) studzę pod przykryciem. Jak wystygnie – gotowe do jedzenia.
sobota, 28 października 2006
Schab na pomidorowo-pieczarkowej pierzynce
Mam głupi nawyk (z czasów komuny?? dziwne, bo wtedy byłam raczej małą dziewczynką), żeby mrozić mięso w dużych kawałkach. Jeśli przyjadą goście to akurat super, a jeśli nie (a to częstsza opcja) zostajemy sam na sam z kilogramowym kawałem mięcha. Potem, żeby nie jeść tego samego dzień po dniu to wymyślam różne wersje potraw z tego samego gatunku mięsa. Tak było i tym razem – schab taki, śmaki i owaki. Wszystkie powstawały na gorąco – szybki przegląd lodówki, skomponowanie w głowie składników, sceptyczna mina Męża (Eee, to chyba nie bardzo pasuje), a potem zawsze efekt ten sam: pyszne J. To jedna z tych propozycji, które powstawały hurtem…
Produkty: schab pieczarki pomidory cebula olej, oliwa koncentrat Schab przyprawiony wrzucam na olej. Na drugiej patelni podsmażam na oliwie pokrojoną w kostkę cebulę, wrzucam pokrojone pieczarki. Potem dodaję pomidory (też pokrojone i bez skórki). Duszę, duszę, duszę, na koniec dla smaku, konsystencji dodaję koncentrat pomidorowy. Potem ten gęsty sos na talerz, na to smażony schab. |